Zimą wszystko zwalnia. Poranki są dłuższe, światło chłodniejsze, a cisza za oknem potrafi przytłoczyć. Śnieg skrzypi pod butami, wiatr zagląda w każdy zakamarek i choć ma to swój urok, gdzieś głęboko tęsknimy już za pierwszym ciepłym powiewem. Też macie wrażenie, że ta zima ciągnie się bez końca?
Dlatego wracamy myślami do zeszłorocznych wierzb – do miękkich bazi, delikatnie srebrzystych w porannym słońcu, i do cichego, pracowitego brzęczenia, które oznacza jedno: wiosna naprawdę przyszła. Wśród gałązek, które jeszcze chwilę wcześniej były uśpione, pojawiało się życie. Pszczoły, spragnione pierwszego pyłku, tańczyły między kwiatami, jakby chciały nadrobić każdy zimowy dzień.
W takich chwilach świat pachnie inaczej. Powietrze jest lżejsze, ziemia budzi się do życia, a słońce ogrzewa twarz z obietnicą nowych początków. Pszczoły krążą niestrudzenie, skupione, cierpliwe, dokładne. Ich praca to pierwszy znak, że cykl zaczyna się od nowa – że natura, mimo mrozu i szarości, nigdy nie zasypia na zawsze.
Patrząc na te wiosenne kadry, łatwiej przetrwać chłodne dni. Bo przecież pod warstwą lodu i śniegu już teraz pulsuje życie. Wystarczy kilka cieplejszych promieni, odrobina słońca, a znów usłyszymy znajome brzęczenie wśród wierzb, sadów i łąk.
Jeszcze chwila. Wiosna wróci. A wraz z nią pszczoły – małe strażniczki ciepła, światła i nadziei. 🌿🐝